Ilona Pietrzak

Ilona Pietrzak – wiceprezes Instytutu Spraw Obywatelskich, menadżer Centrum KLUCZ – inicjatywy wspierającej przedsiębiorczość społeczną, założycielka Business Care Centre, przedsiębiorca społeczny, trener i konsultant.

Ideami nie nakarmi się brzucha
Gdyby przejęła Pani władzę nad światem to, co zrobiłaby Pani w pierwszej kolejności?
– Po pierwsze plan. Plany są dobre. Dodatkowo, oprócz podstawowej wersji, kilka dodatkowych. Jest duże prawdopodobieństwo, że pierwszy nie wypali. Drugi pewnie też nie. Najlepiej, by cały czas udoskonalać plan, bo nigdy nie wiadomo, kiedy urodzi się jakiś Wybraniec i zacznie krzyżować mi plany. Dlatego im więcej opcji, tym lepiej! Trzeba znać cel, wiedzieć dokąd się zmierza. Przecież to nie jest tak, że ktoś wszedł na Mont Everest, bo zabłądził na spacerze.

A drugi krok?
– Zrewidowanie zasobów i zarządzanie nimi. Sprawdzenie jakich ludzi mam wokół, którzy mogą być moimi partnerami, sojusznikami w realizacji planu. I w sumie nawet ważniejsze – kto jest wrogiem.
Czy stosuje Pani ten plan gry także w sferze ekonomii społecznej?
– Tak. W wielu momentach tak. Mówimy o przedsięwzięciach, w których oprócz zysku ekonomicznego liczy się człowiek. To on jest na pierwszym miejscu. Bierzemy więc odpowiedzialność za tych ludzi. Jeżeli będziemy działali ad hoc, przypadkowo, bez planu, policzenia kosztów i zysków, zidentyfikowania ryzyk, zdecydowanie trudniejszym będzie stworzenie trwałych miejsc pracy.
A gdzie w tym wszystkim jest idea?
– Idea? „Po czynach ich poznacie” – tak ją postrzegam. Wychodzę z założenia, że ideami brzucha się nie nakarmi, nie zapłaci raty kredytu i rachunków. Idea ma być odzwierciedlona w sposobie traktowania ludzi, w podejściu do środowiska naturalnego i tego, na ile oferowane przez nas usługi i produkty są użyteczne dla społeczności.
Kto dziś tworzy ekonomię społeczną – pragmatycy czy ideowcy?
– W dzisiejszych czasach coraz częściej widać nowe podejście do biznesu, które polega m.in. na tym, by w nieoczywisty sposób pozyskiwać klientów i oddziaływać na pracowników i ich rodziny, na najbliższe otoczenie. Ekonomia społeczna, w której czynnik ekonomiczny jest rozumiany na równi ze społecznym, nabiera coraz większego znaczenia. Mam wrażenie, że wokół mnie jest coraz więcej osób, które tworząc przedsiębiorstwa społeczne, pomagając innym, robią to w bardzo świadomy sposób. To mnie cieszy. Obserwuję, że w przedsiębiorstwach społecznych jest coraz więcej osób z kompetencjami menadżerskimi, przedsiębiorczymi i zarządczymi. Trafili na ekonomię społeczną, lub może ekonomia społeczna trafiła na nich często w sytuacji wypalenia zawodowego, zmęczenia dotychczasowym trybem życia, czasami znużenia pracą w korporacjach czy „twardym” biznesie. Szukają więc na siebie innego pomysłu i znajdują go w społecznym biznesie.
Centrum KLUCZ i Instytut Spraw Obywatelskich – czy te dwie instytucje łączą się ze sobą?
– Instytut Spraw Obywatelskich działa od ponad 18 lat. Mianownikiem wszystkich działań jest zwiększanie aktywności społecznej, mobilizacji obywatelskiej i dbania o dobro wspólne. W 2010 roku zaczęliśmy naszą przygodę z ekonomią społeczną. Wówczas powstała inicjatywa Centrum KLUCZ, która jest jedną z marek Instytutu. Prowadzimy Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej, ale też kładziemy mocny nacisk na działania systemowe, rzecznictwo, lobbing w obszarach, które mają na celu wzmacnianie sektora pozarządowego. Rezultatem jest choćby wprowadzenie ułatwień dla emerytów i rencistów w przekazywaniu 1% podatku organizacjom pożytku publicznego, czy wprowadzenie kilka lat temu do Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich rozwoju instytucjonalnego organizacji. Obecnie mocno są zaawansowane działania związane z przyjęciem 1% podatku dochodowego od firm. Takie rozwiązanie funkcjonuje na Słowacji. Mamy nadzieję, że będzie wola polityczna wdrożenia tego mechanizmu i w Polsce. Jesteśmy w trakcie rozmów z decydentami. Pod petycją poparcia dla wprowadzenia tego nowego mechanizmu wsparcia organizacji pożytku publicznego podpisało się już ponad 3,5 tys. organizacji, firm, obywateli.
Zastanawiała się Pani skąd wzięła się ta aktywność obywatelska w Pani przypadku ?
– Myślę, że z domu. Moi rodzice od zawsze udzielali się w społeczności lokalnej. Mama przez wiele lat była sołtysem. Po jej śmierci rolę przejął tata, który do tej pory jest sołtysem w mojej rodzinnej wsi. U nas w domu pielęgnowano przekonanie, że jeśli komuś dzieje się krzywda, albo jest jakaś sprawa do załatwienia, to trzeba zmobilizować wszystkie siły, aby pomóc. W szkole, podobnie jak siostry, zawsze działałam w samorządzie. W 2010 roku trafiłam do Instytutu Spraw Obywatelskich. Trochę z przypadku, choć wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek. A od trzech lat sama spełniam się jako przedsiębiorca społeczny. Razem z Justyną Janotą powołałyśmy do życia Business Care Centre – miejsce, w którym klient dostaje kompleksową obsługę księgową, podatkową, kadrowo-płacową i biznesową. Nasz Zespół tworzy obecnie blisko trzydzieści silnych, mądrych i zaradnych kobiet, których życie nie oszczędzało, a historia niejednej z nich, nadawałaby się na scenariusz filmowy. Stworzyłyśmy Business Care Centre, by wspólnie z naszymi klientami celebrować ich sukcesy, patrzeć jak ich biznesy i organizacje rosną w siłę, a liderzy mają coraz więcej przestrzeni do generowania lepszych wyników i realnej zmiany.
Co Pani uważa za najważniejsze w swojej dotychczasowej działalności? Z czego jest najbardziej dumna?
– Z odwagi. Wychodzę z założenia, że ma się tyle, na ile się odważy. Że z życia dostaniesz tyle, po ile odważysz się sięgnąć. I choć bywam zachowawcza, czy jak kto woli ostrożna, to staram się wykorzystywać szanse i możliwości, które są wokół mnie. Lubię robić właściwe rzeczy, potrzebne, dobre, wartościowe. I lubię happy end’y. Dojrzałam do tego, że nie muszę spełniać oczekiwań innych. Jestem dumna z miejsca, w którym jestem w życiu. Uważam, że zasłużyłam na to. Czuję, że się spełniam. Czuję się szczęśliwa. A to ważne.
Czy wybór przedsiębiorczości społecznej wiąże się z poświęceniem np. wolnego czasu?
– Wiele wyborów zawodowych wiąże się z poświęceniem wolnego czasu. Rzeczywiście, jest go niewiele. Przynajmniej teraz. Ale czuję, że to ważny moment i mój plan gry przewidywał, że tak będzie. Czasami dzieje się to kosztem rodziny. Mam to szczęście, że mój partner bardzo mnie wspiera. Jest w tym ze mną. Czasem też kosztem swojego wolnego czasu, czy wyborów zawodowych. Wiele dla mnie znaczy, gdy jeździ ze mną na szkolenia, audyty, jest „złotą rączką” w biurze. No i że odciąża mnie w większości obowiązków domowych. W szczególności w sprzątaniu, za którym delikatnie mówić, nie przepadam. Ostatnio mam silną potrzebę, by jak najczęściej odłączać się od komputera i telefonu. Choćby na kilka godzin czy dni. Pobyć offline.
Co Panią najbardziej uwiera we współczesnym świecie?
– Nierówności społeczne i niesprawiedliwość społeczna. Ale też brak doceniania. Zbyt mało uwagi przywiązujemy do akcentowania tego co dobre, a zbyt mocno podkreślamy to, co się nie udało. Chciałabym na ulicach widzieć więcej uśmiechniętych osób.
A Pani czuje się doceniana?
– Nie zawsze (śmiech). Choć uważam, że mam dobrych ludzi wokół. Lubię też sama się doceniać, sprawiać przyjemności i nagrody. Uważam, że zasługuję na nie. Skoro dodaje mi to mocy, to w sumie czemu nie? Bez egoizmu, ale bardzo starannie dbać o siebie i o swoje własne uczucia. I lubię gdy towarzyszą mi słowa prof. Wojciecha Osiatyńskiego „wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie”.

Rozmawiała: Ewa Lewandowska

wszystkie kobiety ekonomii społecznej