Domicela Kopaczewska

Moda na pomaganie – rozmowa z Domicelą Kopaczewską – zastępcą prezydenta Włocławka.

Mam wrażenie, że polityka społeczna jest w znacznym stopniu domeną kobiet?

– Właściwie powinnam powiedzieć – niestety tak. Może to troche krzywdzące dla niektórych panów, ale kobiety są postrzegane jako osoby z większą empatią. Ale też doskonale wiedzą, mają to zapisane w genach, że realizowanie siebie można połączyć z pomaganiem czy wspieraniem innych. Część kobiet postrzega swój sukces właśnie przez takie działania i z widocznych efektów czerpie satysfakcję.

Czy to dobrze?

– Moim zdaniem pomaganie powinno być ,,modne” i dotyczyć każdego z nas bez względu na płeć i stereotypy. Można przecież pomagać w różny sposób i na rozmaitych polach. Trzeba zmienić spojrzenie na realizację tego tematu.

To się powoli dzieje.

– Gdy pracowałam w sejmie w Komisji ds. Polityki Społecznej i Rodziny, miałam kontakt z mężczyznami, którzy zajmowali się tą działką doskonale. Pomaganie często kojarzy się tylko z wrażliwością, emocjami. Ale przecież chodzi też o jasne, precyzyjne, konkretne działanie, niepozbawione empatii. Po prostu racjonalne, pragmatyczne podejście do tematu pomagania.

Zajmuje się  Pani tym obszarem od wielu lat. Była Pani we wspomnianej sejmowej komisji, zajmowała się też edukacją, osobami niepełnosprawnymi, uczestniczyła w przygotowywaniu konkretnych ustaw, m.in.tzw. czternastek. Co na przestrzeni lat zmieniło się w podejściu polityków, samorządowców do polityki społecznej?

– Sławek Piechota, osoba niepełnosprawna, parlamentarzysta już piątej kadencji, uważa, że pomaganie to jest stworzenie takich warunków dla osób potrzebujących wsparcia, żeby oni sami sobie pomagali. Tu nie chodzi tylko o sensu stricto pomoc społeczną typu – dajemy Ci pracę, ale o pomoc, która spowoduje, że ta osoba poczuje się pełnosprawnym członkiem społeczności.

Dajemy przysłowiową wędkę a nie rybę.

– Dokładnie. I tu kłania się następny mój idol – prezydent Lech Wałęsa, który tak właśnie uważał. Dotyczy to wsparcia na wielu płaszczyznach, bo każdy potrzebuje czegoś innego. To powoli się zmienia. Potrzeba jednak jeszcze dużo czasu, abyśmy byli w stanie, jako sprawne państwo, stworzyć odpowiednie warunki. Obserwuję to na prostym projekcie, który udało nam się stworzyć we Włocławku w ubiegłym roku -„Door-to-door”. Przeczytałam o tym, funkcjonującym w kilku miastach w Polsce pomyśle, we „Wspólnocie”. Pomyślałam – dlaczego nie można by tego zrealizować u nas? Zaczęłam więc działać, kosztowało mnie to dużo energii. Już wydawało się, że nic z tego nie będzie, ale nagle okazało się, że dzięki pomocy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i pani Pełnomocnik ds. Osób z Niepełnosprawnościami, udało nam się ten projekt zrealizować. Na spotkaniu z mieszkańcami, siostra osoby niepełnosprawnej, która skorzystała z tej usługi, bardzo nam dziękowała, bo wreszcie mogła wyjść z domu. Dało jej to nowe życie. Zwykła, prosta rzecz, a jak ważna.

Z jakich inicjatyw jest jeszcze Pani dumna?

– Po pierwsze pan prezydent powołał pełnomocnika ds. osób z niepełnosprawnościami, co pokazało jakie znaczenie przywiązujemy do osób potrzebujących wsparcia. Realizujemy też wiele projektów zdrowotnych czy kulturalnych dla seniorów. Przede wszystkim jednak Spółdzielnia Socjalna Empatia, której powołanie wiązało się z dużym wysiłkiem. Pojawiały się wątpliwości, ale byłam zdeterminowana. Trzeba było dotrzeć do ludzi z przekazem, co to naprawdę znaczy spółdzielnia socjalna. My, samorządowcy uruchamiamy mechanizmy, tworzymy system, ale to ludzie będący w trudnej sytuacji, muszą wziąć sprawy w swoje ręce. W takich momentach bardzo jest potrzebne wsparcie psychologiczne. Trzeba ich przekonać, że dadzą sobie radę. Inny projekt, który udało nam się zrealizować. to wolontariat za zadłużenie. Każdy, kto z różnych przyczyn ma ,,zaległości” czynszowe, może to odpracować w jednostkach miejskich.

Co  jest dla Pani najważniejszym działaniem w aktywności samorządowo-społecznej?

– Zobaczyć człowieka, który był w trudnej sytuacji, a teraz sobie doskonale radzi. Kiedy moja praca może wpłynąć pozytywnie na losy drugiego człowieka. To poczucie sprawstwa zawsze było dla mnie ważne. Tak zostałam wychowana. Moja ciocia nauczyciellka pracowała jako kurator sądowy. W latach 70-tych chodziłam z nią do różnych środowisk. I tak mi się to zakodowało.

Jak ocenia Pani przyszłość ekonomi społecznej we współczesnym niestabilnym, jak się okazało ostatnio, świecie?

– Myślę, że w kontekście wojny na Ukrainie, daliśmy przykład, że jesteśmy solidarni. Chyba nastąpił jakiś przełom w patrzeniu na ekonomię społeczną. Zrozumieliśmy, że aby nam się lepiej żyło, musimy wspierać innych, że bez tego nie ma spokojnego życia. To podejście wymaga ogromnej pracy i zmian świadomości. Nawet jeśli wynika z pobudek egoistycznych – bo i ja mogę znaleźć się w trudnej sytuacji– wywołuje u nas konkretne, pozytywne zachowania.

Jako posłanka otrzymała Pani statuetkę Europejskiej Unii Kobiet za pracę na rzecz wspierania kobiet. Czy wciąż potrzebujemy wsparcia?

– Ostatnio słuchałam młodej kobiety, która mówiła, że w wieku 21 lat musiała się przepychać w grupie mężczyzn. Ja tego tak nie odczuwałam może dlatego, że wychowywały mnie kobiety. Byłam silna, aktywna i pewne rzeczy były dla mnie naturalne. Jednak obserwując świat widzę, że kobiety mają gorzej. Mężczyźni potrafią powiedzieć – jestem najlepszy, mnie się to należy, będę się ubiegał o to stanowisko. Kobieta, jak jej się to zaproponuje odpowie –  nie wiem, czy ja sobie dam radę. Nie powinnyśmy budować kontrastu w stosunku do mężczyzn. Musimy być bardziej solidarne i odważniejsze w dążeniu do celu.

I chyba coraz bardziej jesteśmy.

– Tak, ale jeszcze w dalszym ciągu mężczyźnie więcej wolno niż kobiecie. Jeśli zbudujemy poczucie własnej wartości, jeśli nasi rodzice i dziadkowie o to zadbają, naprawdę nie będzie problemu. Współczesne młode małżeństwa mają bardziej partnerski podział ról. Zmiany więc już widać.

Rozmawiała: Ewa Lewandowska

wszystkie kobiety ekonomii społecznej