Chcemy być samowystarczalni – rozmowa z Justyną Kożuch prezesem Spółdzielni Socjalnej „Borowiacki Wigor”

kobieta przy biurku

Chcemy być samowystarczalni – rozmowa z Justyną Kożuch prezesem Spółdzielni Socjalnej „Borowiacki Wigor”

Jak doszło do powstania spółdzielni?

– Nasza spółdzielnia osób prawnych została założona w 2015 roku z inicjatywy wójta gminy Gostycyn i Stowarzyszenia Społeczno-Kulturanego Burchart. U podstaw leżał pomysł stworzenia domu dziennego pobytu dla seniorów. Ale wiedzieliśmy, że spółdzielnia nie utrzyma się tylko z tego. Gmina dysponowała budynkiem wynajmowanym na cele gastronomiczne. Postanowiliśmy więc zająć się również gastronomią i wykorzystać tę salę. Wówczas taka działalność była niszowa. Zaczęliśmy też prowadzić rehabilitację dla naszych podopiecznych i dla osób z zewnątrz.

Początki chyba nie były łatwe?

– Mieliśmy dobre przygotowanie. Wiedzieliśmy czego można się spodziewać, że to nie jest zakład pracy jak każdy inny, że dużo będziemy musiały dać z siebie. I rzeczywiście tak było. Musieliśmy włożyć sporo pracy, poświęcić czas. Ale robiliśmy to świadomie i do tej pory jest prawie ta sama kadra. To sukces! Było nas jednak za mało, żeby zajmować się wszystkim. Wójt przekazał więc prowadzenie domu opieki dziennej innemu podmiotowi i wyszło to na pewno z korzyścią dla seniorów. My od ubiegłego roku zajmujemy się już tylko prowadzeniem restauracji, organizacją uroczystości rodzinnych, cateringiem, serwujemy również obiady w abonamencie i dla turystów.

Jak poradziliście sobie w czasie pandemii?

– Nie można było organizować żadnych uroczystości, więc wymyśliliśmy, że będziemy wypiekać pizzę i dowozić ją do klientów. To też była niszowa działalność w gminie Gostycyn, która pomogła nam przetrwać. Podreperowaliśmy budżet i chyba dzięki temu nadal istniejemy na rynku. Zakupiliśmy piec do wypieku pizzy i niezbędne dodatkowe wyposażenie. Pizza cieszy się dużą popularnością.

Czy dużo turystów korzysta z waszych usług?

– W sezonie wakacyjnym wielu turystów z okolicy przyjeżdża specjalnie do nas, co znaczy, że smakuje im nasza kuchnia.

Jakie potrawy im serwujecie?

– Naszym popisowym daniem są regionalne pierogi. Opieramy się na tradycyjnej kuchni i znanych przepisach mam i babć. I za to nas chwalą. Zrazy, szare kluchy, bigosy cieszą się ogromnym powodzeniem.

Co planujecie w najbliższym czasie, aby rozwijać spółdzielnię?

– Złożyliśmy wniosek do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej, ponieważ chcemy rozbudować kuchnię. Pomieszczenia, z których teraz korzystamy są zbyt małe. Zatrudniliśmy kolejną osobę, a zaplecze kuchenne jest naprawdę niewielkie. W tej chwili mamy 7 osób. Chcemy utworzyć miejsce specjalnie pod pizzę. Dostaliśmy już zezwolenia. Ale potrzeba czasu, aby zebrać pieniądze.

Gotowanie jest więc priorytetem.

-Zdecydowanie tak. Mamy świetną kadrę. Co prawda tylko jedna dziewczyna jest z wykształcenia kucharką, ale pozostałe osoby gotują z zamiłowania. Skoro jednak klientom smakuje, to znaczy, że robią to dobrze.

Czy gmina wspiera Was finansowo?

W opłacaniu mediów częściowo wspiera nas gmina. Zależy nam na niezależności i dążymy do tego, aby być samowystarczalnymi i opłacać wszystko sami.

Co podpowiedziałby Pani osobom, które chcą założyć spółdzielnię socjalną? W co się trzeba wyposażyć?

– Chyba w zgraną kadrę. I wiedzę. Dostaliśmy duże wsparcie i mieliśmy szczęście. Trzeba wyposażyć się w upór i wytrwałość. I być społecznikiem. My chciałyśmy pokazać, że tak szybko się nie poddamy.

/ Aktualności

Komentarze

Komentowanie zablokowane